piątek, 21 października 2011
Śniegusek
Wszyscy bez wyjątku byli kompletnie zaskoczeni i zszokowani, gdy okazało się, że Śniegusek jest terrorystą.
Prawda wyszła na jaw bardzo przypadkowo. Palacz Leon Pomponkiewicz miał nocną zmianę w szkole podstawowej, w której dorabiał na pół etatu. Zima przyszła nagle i mężczyzna został ściągnięty do pracy w trybie natychmiastowym.
- Panie Leonie – powiedziała do niego stojąca w wejściu do budynku dyrektor szkoły, Katarzyna Porzeczka. Kobieta była odziana w mocno za duży, puchowy skafander. – Musi pan ratować dzieci. Jest minus trzydzieści stopni, kaloryfery zamarzną i popękają jak amen w pacierzu. Biedactwa nie będą miały gdzie się uczyć
- Rozkaz! – krzyknął ochoczo Pomponkiewicz i zakasawszy rękawy, rzucił się do pracy.
Niestety jego wysiłki u samego zalążka zdusił Śniegusek, który zanim palacz zdołał uruchomić piec, śmiertelnie ukłuł go w czoło łopatą, sztychówką, potocznie zwaną szpadlem.
Następstwa tego czynu były tragiczne nie tylko dla samego Pomponkiewicza. Zgodnie z przewidywaniami pani dyrektor, w całej szkole popękały kaloryfery i trzeba było odwołać wszystkie zajęcia i zamknąć szkołę.
Pół roku wcześniej.
- Ale proszę zrozumieć – tłumaczyła dyrektor Porzeczka. – Zima już się skończyła, mamy pełnię wiosny. Szkoła nie ma środków na regularne opłacanie pensji nauczycielom i stałym pracownikom administracji, a co tu dopiero mówić, o ponadplanowych pracach sezonowych. Poza tym… słucham? – przez chwilę marszczyła czoło przyciskając do ucha słuchawkę. – Charytatywnie pan powiada? No, to zmienia postać rzeczy. Tylko nie rozumiem, co miałby pan robić? Zima zacznie się dopiero za pół roku. Najwcześniej. Słucham? – tym razem rozszerzyła oczy ze zdziwienia. – Najbliższa akademia? No będzie, za dwa tygodnie. Jako kto? – ponownie słuchała przez dłuższa chwilę. – Wie pan co? Sądzę, że powinniśmy porozmawiać osobiście, bo… Nie, no proszę póki co nie dziękować, jeszcze nie podjęłam decyzji. Proszę przyjść do szkoły… – zawiesiła głos spoglądając na kalendarz zajęć. – Powiedzmy, jutro o jedenastej trzydzieści, pasuje panu? Doskonale. Zatem do zobaczenia.
Dwa tygodnie później.
- Doprawdy, gratuluję pani śmiałości tej decyzji – rozpływał się w uprzejmościach prezes Widnokrąg. – Doskonale się bawiliśmy z małżonką. I te wszystkie uradowane dzieci…
- Wspaniałe, wspaniałe – zawtórowała prezesowa Widnokręgowa. – Śniegusek jest boski.
- Urzekający.
- Przeuroczy.
- Cudowny.
- Olśniewający.
Gratulacjom i zachwytom nad Śnieguskiem nie było końca. Porzeczka była wniebowzięta. Faktycznie, przedstawienie przygotowane przez Śnieguska było czarujące. Dzieci bawiły się fantastycznie, a i dorośli zdawali się być szczerze ujęci profesjonalizmem i kunsztem artysty, czemu dawali wyraz ściskając jej teraz rękę. I pomyśleć, że jeszcze dziś, przed rozpoczęciem akademii, miała obiekcje i wątpliwości.
- Koniecznie musicie to jeszcze powtórzyć – apelował prezes. – To było zbyt wspaniałe, żeby wydarzyło się tylko raz. To byłoby niewybaczalne marnotrawstwo sztuki i talentu!
- Zorganizujcie tourne! – zaproponował proboszcz Maciejewski. – Jeszcze dziś porozmawiam z kurią, żeby we wszystkich parafiach zorganizować zbiórki pieniędzy na pokrycie kosztów.
- Miasto zapłaci! – krzyknął prezydent Guliński.
- Przedsiębiorcy! – zaproponował Widnokrąg.
Tego samego wieczora dyrektor Porzeczka przyjęła zaproszenie redaktora Mieczysława Bylinki i udała się z nim na kolację do korsykańskiej restauracji. Był miłym i uprzejmym mężczyzną, którego Katarzyna poznała jeszcze w czasach studenckich. Doskonale wiedziała, że po kryjomu podkochiwał się w niej od czasu wspólnej wycieczki, jaką zorganizowała uczelnia na drugim roku. Co prawda nigdy jej o tym otwarcie nie powiedział, ale takie rzeczy da się wyczuć. Zastanawiała się, czemu jej się dotychczas nie oświadczył, albo chociaż, dla czego nawet raz nie spróbował zaprosić jej na randkę, czy do kina. Dopiero teraz zrobił to pierwszy raz. Po blisko piętnastu latach znajomości. Jaki był powód? Oczywiście, Śniegusek. Niestety. Nie ona. I to sprawiało, że nie czuła się tego wieczora najlepiej, mimo, iż Miecio bardzo się starał. Ale on zawsze się starał.
- Jak wino? – zapytał.
- Wyborne – skłamała.
- A ciasto?
- Również doskonałe.
Nie była w najlepszym nastroju, więc i nic jej nie smakowało.
- Wyjdziesz za mnie? – zapytał nagle Bylinka.
- Że co proszę?
- Chciałbym cię prosić o rękę, ożenić się z tobą, spędzić całe życie, o matko, czemu tak długo zwlekałem, proszę nie odmawiaj, nie musisz od razu odpowiadać, kocham cię okrutnie.
Wypowiedź była nieco bezładna, co wskazywało, że bardzo przeżywał swoje słowa, znakiem czego z kolei było, że są szczere. Katarzyna wstrzymała oddech, nie bardzo wiedząc, czy dobrze zrozumiała.
- Przepraszam – powiedziała wolno. – Mógłbyś powtórzyć?
- Chciałbym cię prosić o rękę, ożenić się z tobą, spędzić całe życie, o matko, czemu tak długo zwlekałem, proszę nie odmawiaj, nie musisz od razu odpowiadać, kocham cię okrutnie.
Katarzyna uśmiechnęła się słodko, poczym uśmiech jej skwaśniał. To co początkowo brała za spontaniczne wyznanie miłości okazało się wyuczoną na pamięć regułką nastawioną na określony efekt. Zaraz pewnie zapyta o Śnieguska, a jak już dowie się wszystkiego, co go interesuje, powie, że musi jeszcze swoją propozycję przemyśleć.
- Proszę, przyjmij ten drobiazg – powiedział Miecio stawiając na stoliku przed nią maleńkie, uroczo ozdobione, eleganckie pudełeczko.
- Co to jest? – zapytała doskonale wiedząc, co jest w środku.
- Wiertarka – odparł Bylinka.
- Wiertarka – kobieta nie kryła zaskoczenia, wręcz szoku jaki ją ogarnął. – Skąd… Skąd wiedziałeś…? – załkała przejęta.
- Przecież znam cię doskonale – odparł wpatrzony w nią mężczyzna. – Kocham cię, Katarzyno. Od dawna wiem, że zbierasz miniaturowe urządzenia elektryczne.
- Ale, jak? Gdzie udało ci się to zdobyć?
Miecio uśmiechnął się delikatnie i pokiwał głową.
- To, niech pozostanie moją słodką tajemnicą.
- Och.
Kobieta była bardzo zaskoczona. Jej kolekcja miniaturowych urządzeń elektrycznych liczyła ponad trzy tysiące egzemplarzy. Miała dziesiątki mnitelewizorków, mnilodówek, mnikuchenek, mniobrabiarek, mniżelazek, mnimikserów, mnitosterów, mnikserokopiarek i wielu, wielu mniinnych. Nie miała natomiast mniwiertarki. Nigdzie nie była w stanie jej zdobyć, choć wiedziała, że taka istnieje. Widziała w katalogach. Nigdy na żywo. Aż do dziś.
- Jesteś… – powiedziała szlochając ze wzruszenia. – Jesteś cudowny, kochany. A ja podejrzewałam…, myślałam…
- Co, kochanie? – Miecio zamknął jej drżące małe dłonie w swoich, również małych, ale nieco większych.
- Myślałam, że zaprosiłeś mnie tylko dla tego…
- Dla czego, najsłodsza.
- Że.., że..
- Że co, najdroższa?
- Że chodzi ci o…
- O co, serce ty moje?
- O Śnieguska – powiedziała wreszcie spuszczając wzrok.
-O Śnieguska?
- Tak.
- A któż to taki?
- Któż to taki?
- No któż?
- Nie wiesz, kto to jest Śniegusek?
- Nie mam pojęcia.
Katarzyna wyrwała dłonie z rąk mężczyzny i gwałtownie wstała.
- Ty bezduszny chuju – powiedziała i trzasnęła go otwartą dłonią w twarz, a potem chlusnęła mu w oczy resztką wina z kieliszka.
Gdy wyszła, poprosił o rachunek i uregulowawszy należność szybko umknął przed zaciekawionymi spojrzeniami pozostałej klienteli i obsługi, których uwadze nie umknęło niecodzienne zajście. Co ją ugryzło? Wszystko szło mu już tak dobrze. Przecież widział w jej oczach wzajemność, zrozumienie, zainteresowanie i nagle co się stało? O co jej chodziło? O jakiegoś Śnieguska. Nie miał pojęcia o kogo, czy też o co chodzi. Nic nie przychodziło mu do głowy. Żadnego śladu zaczepienia. Kompletna śnieguskowa tabula rasa.
Rześki, ciepły wiatr owiał mu twarz. Był wczesny, ciepły wieczór, doskonały na randkę. A on stał samotnie dusząc w sobie złość z niemocy i niewiedzy. Odetchnął głęboko, otarł twarz i sięgnął po telefon. Wybrał nr redakcyjnego kolegi.
- Cześć, Wiesiu – powiedział. – Może to głupio zabrzmi, ale wiesz może, co, lub kto to jest Śniegusek? Nie wiem, ale chyba…
Przerwał wobec żywiołowej reakcji Wiesława. Słuchał w milczeniu potoku słów, głównie entuzjastycznych zachwytów i podziwu. Na koniec kolega wyraził ubolewanie dla Miecia, że ten nie mógł być na szkolnej akademii i rozłączył się nie dając mu szansy na powiedzenie czegokolwiek.
- Co jest z tym cholernym Śnieguskiem? – zdziwił się. – Wszyscy powariowali.
Miesiąc później
- Przywitajmy go gromkimi brawami! Przed państwem! Jedyny! Niepowtarzalny! Boski! Śniegusek!
Blisko dziesięciotysięczna widownia oszalała. Mężczyźni rzucali na scenę krawaty, kobiety darły odzież i ściągały staniki, wszyscy wrzeszczeli ile sił, domagając się wyjścia na scenę swojego ulubieńca. Gdy pogasły światła i z głośników zaczęła snuć się liryczna melodia introdukcji, publiczność zamilkła w skupieniu wypatrując bohatera dzisiejszego wieczoru. Mimo, iż koncert opóźnił się o prawie dwie godziny, nikt nie miał pretensji do artysty. Jeśli trzeba by było, czekaliby na niego i pięć godzin, albo i dłużej. Przecież to był on. Cudowny i uwielbiany Śniegusek.
Trzy miesiące później (licząc od ostatniego miesiąca później)
Stadion pękał w szwach. Bilety zeszły na pniu w przeciągu kliku godzin i teraz można je było dostać wyłącznie u koników za horrendalne stawki. Ale nikt nie szczędził grosza. Show wart był każdych pieniędzy. Wokół obiektu kłębiło się tysiące fanów gotowych zapłacić ile trzeba, niestety ilość miejsc była ograniczona mimo, iż stadion był w stanie pomieścić nawet sto tysięcy osób. Bojąc się zamieszek, organizatorzy zdecydowali się wystawić wokół stadionu cztery wielkie telebimy, na których kłębiący się tłum mógł oglądać widowisko.
Pół roku później (licząc od momentu wydarzeń mających miejsce pół roku wcześniej)
Leon Pomponkiewicz był martwy poza wszelką wątpliwość. Jego głowa była niemal przecięta na pół w poprzek czoła. I nie był jedyny. Tej nocy w podobnych okolicznościach zmarli wszyscy palacze pełniący dyżury w szkołach.
Bordowy na twarzy redaktor Bylinka wyłączył telefon komórkowy, który dzwonił bez przerwy. Wcześniej odłączył też stacjonarny. Ślęczał nad rozłożonymi dokumentami i odbitkami zdjęć nie mogąc zrozumieć, co się stało i dla czego. Termometr okienny wskazywał trzydzieści dwa stopnie mrozu. I było coraz zimniej.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz